Wyniki
Mam nadzieję, że klawiatura jest wodoodporna bo zalewają ją właśnie łzy szczęścia. Wieści przekazałam już chyba wszystkim najbliższym osobom, więc i tutaj też się nimi podzielę, ale zanim to nastąpi zbuduję trochę napięcia żeby zobrazować stan przedzawałowy jaki mi dzisiaj towarzyszył (dla tych, którzy naprawdę mają problemy sercowe- zapewniam happy end ;) ). Tak jak napisałam w ostatnim poście, w środę byłam w Warszawie, bo miałam mieć wycinany dwudziesty trzeci węzeł. Niestety, na miejscu okazało się, że jest on położony głębiej niż sądzono i pozbycie się go jest możliwe tylko w warunkach bloku operacyjnego, dlatego jedynym rozwiązaniem sprawdzenia czy coś w nim się kryje była biopsja cienkoigłowa. Już raz miałam gruboigłową, więc wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać, tyle że wspomnienia nie były najlepsze, zwłaszcza ze względu na jej wynik. Ktoś, kto już raz przeczytał `pozytywny` wynik (zawsze uważałam że powinni zmienić to nazewnictwo, bo nijak ma się do znaczenia dla pacjenta), wie dokładnie jaki stres jest przy każdym kolejnym.
Pamiętając długość igły przy biopsji
gruboigłowej, zdziwiło mnie, że ta miała się odbyć bez znieczulenia, ale
ostatecznie nie było tak źle. Jak to powiedział chirurg "to tylko
nakłucie". Na szczęście miejsce wcześniej zostało tak pouciskane, że ból
który już odczuwałam działał jak znieczulenie. Najmniej przyjemny moment to
ten, kiedy igła przypadkiem dotknęła żebra. Cały zabieg w cale nie był na tyle
bolesny jak się spodziewałam zwłaszcza słysząc, że węzeł jest głębiej, po
prostu- nie należał do przyjemnych. Biopsja to pestka, gorsze jest oczekiwanie
na jej wynik. Świadomość, że zmiana jest po stronie, w której wcześniej
znajdował się czerniak i to w sporej ilości węzłów, nie sprzyja pozytywnemu
myśleniu. W dodatku w drodze do domu zaczęłam się fatalnie czuć, nie mówię już
o tym co przeżyłam w nocy. Kolejny dzień przeleżałam w łóżku, wczoraj nastąpił
progres- zrobiłam w domu jakieś 350 m spaceru, a dzisiaj...mogłabym pobiec
gdziekolwiek mnie nogi poniosą.
Przez złe samopoczucie i dodatkowe emocje
związane z oczekiwaniem na wynik, który miał być w poniedziałek, trochę
odcięłam się od świata. Kiedy padł mi się wczoraj telefon, nie chciałam go
ładować, bo w tak trudnych chwilach wolę być całkiem sama, w gronie jedynie
najbliższej rodziny, choć myślę o wszystkich, którzy mnie wspierają (i bardzo
za to dziękuję :) ). Dzisiaj około 15.00, uznałam, że może czas go włączyć.
Przypadkiem nacisnęłam ikonę e-maila i od razu moją uwagę przykuł temat
wiadomości od Pani Doktor. Jest sobota, a nie poniedziałek, w który
miały być wyniki. Chwała, że lekarze nie budują napięcia i piszą o co chodzi
już w temacie- "w wyniku biopsji bez komórek nowotworowych". Kamień
spadł mi z serca, a raczej węzeł z moich okropnych myśli. To najlepsza
wiadomość w tym roku! Nie jestem w stanie opisać jak bardzo się dzisiaj cieszę,
więc napiszę tylko, że moja radość jest na tyle wielka, że poprosiłam rodziców
o kawałek tortu najlepiej czekoladowego z cukierni (zawsze to dawka magnezu) aby to
uczcić. Dzisiaj obchodzę swój przedwczesny dzień dziecka, ale spokojnie nie
przyzwyczajam się i nadal będę trzymać dietę. Cieszę się z jeszcze jednego
powodu. Moja siostra pojutrze obchodzi swoje trzynaste urodziny. Dzięki
dzisiejszej wiadomości wszyscy, ze mną na czele, będą je obchodzić z
najszerszymi uśmiechami na twarzy.
![]() |
Kiedy nie ma
czarnego raczka, przyda się to uczcić czarnym tortem w tym stylu 😃
|
O rany, bardzo Ci gratuluję! Wszystkiego dobrego dla Ciebie, nie przestawaj pisać. I życz sto lat siostrze.:)
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :) Zwłaszcza o takich wiadomościach, chętnie będę pisać, a życzenia oczywiście przekażę
UsuńDroga Natalio,czytam Twojego bloga i z radością przyjmuję takie wiadomości jak ta!Trzy miesiące temu pożegnałam moją Mamę,dwa lata o nią walczyłam,ale czarny raczek wygrał...Pisz jak najczęściej o badaniach profilaktycznych,ludzie naprawdę mało wiedzą na ten temat...Życzę Ci dużo sił i wiary,że pokonasz chorobę!Życie przed Tobą,pamiętaj!
OdpowiedzUsuńCiesze się razem z tobą 🅰bo ja tez choruje na czerniaka i wiem jaka to radość gdy wynik jest dobry.
OdpowiedzUsuńPrzykro mi z powodu mamy. Na tyle, na ile będzie to możliwe, będę kontynuowała uświadamianie. Tak to już działa, że widząc ile jest chorych czuje się misję przekazania zdrowym jak zadbać o profilaktykę ☺ Pozdrawiam serdecznie i dziękuję
OdpowiedzUsuńGrażyno, w takim razie będziemy razem walczyć by było ich coraz więcej. Dużo zdrowia!
OdpowiedzUsuńDroga Natalio, czytam Twojego bloga i czekam na dobre wiadomości a ta jest wspaniałą wisienką na torcie..Duzo zdrowia i nie przestawaj pisać Twoja historia dodaje skrzydeł do walki, pozdrawiam
OdpowiedzUsuńOj sama czekam na takie wisienki na torcie i mam nadzieję, że będzie ich coraz więcej. Bardzo mnie cieszy, że moja historia dodaje komuś skrzydeł i postaram się dalej pisać tak, żeby inni latali jeszcze wyżej 😉
Usuń